Nie wiem
czwartek, 18 października 2012
początek
Od czegoś trzeba zacząć tak więc czemu taka nazwa bloga ? Hm po prostu te dwa słowa towarzyszą mi przez całe życie. Nie posiadłem umiejętności podejmowania trudnych decyzji. Cóż można wątpić jakie to trudne decyzje musiałem podejmować w swoim krótkim bo 22 letnim życiorysie..? Cofnijmy się parę lat wstecz, czas wyboru szkoły ponadgimnazjalnej. Dlaczego o tym jak ma wyglądać nasze życie mamy decydować będąc młodymi i nie znając tak naprawdę siebie a już na pewno ja nie wiedziałem kim chciałbym być. No dobrze, ale to tylko wybór pomiędzy liceum, technikum a zawodówką. Niby tak aczkolwiek muszę przyznać, że kompletnie wtedy nie byłem przygotowany na nawet takie decyzje. Egzamin gimnazjalny wypadł w moim wykonaniu "jak zawsze" czyli znacznie poniżej oczekiwań. Ogólnie bardzo często słyszałem opinie o sobie "zdolny ale leń". Nie będę się oszukiwał lecz jest to dość trafna opinia lecz nie do końca opisująca tak naprawdę moją osobę. Wróćmy jednak do tematu. Wynik egzaminu nie zachwycił więc od razu wybuchła panika, że skończę edukację na gimnazjum. Co było grubą przesadą, lecz nie według mojej matki. Zaraz zaczęło się ustawianie mojego życia, ktoś powie, że mogłem reagować, próbować się postawić bądź przeciwstawić. Nie umiałem, nie potrafiłem, za mało silnej woli posiadałem. To ostatnie nie zmieniło się do dziś ... Co było dalej ? W dużym skrócie: Ku zdziwieniu mojej matki dostaję się do liceum bez problemów, czasy liceum to opowieść na osobny post z pewnością nie jeden. Aczkolwiek sytuacja z próbą co ja mówię z świadomym sterowaniem moim życiem powtarza się po maturze. Wybór studiów, wiadomo ciężka decyzja, zwłaszcza gdy ktoś nie chcę po prostu odbębnić studiów, wiele rzeczy sobie wyobrażałem, o wielu marzyłem, o zbyt wielu myślałem, nie potrafiłem się zdecydować podjąć dojrzałej decyzji. Wciąż odpowiadałem na pytania związane z przyszłością "nie wiem" bądź co bądź było to szczerze, ja najzwyczajniej w świecie nie umiałem powiedzieć co dalej. I co się wydarzyło ? Będąc jeszcze w liceum wyjechałem w wakacje do Szkocji by dorobić trochę grosza. Ten wyjazd wiele zmienił aczkolwiek po powrocie znów czułem to klosz nad sobą zastawiany przez matkę, tą jakąś wieź której nie potrafiłem przerwać, bałem się, czułem strach tak naprawdę chyba przed życiem. Coroczne wyjazdy wakacyjne bądź nawet dłuższe do Szkocji dawały mi uczucie wolności, której mi tak naprawdę najbardziej brakowało. Choć tak naprawdę matka nigdy mi jej nie ograniczała, oficjalnie oczywiście. Wystarczyło, że umiejętnie dobrała słowa żeby człowiek czuł, że robi coś nieodpowiedniego i coś co jest jej w niesmak. Wiadomo matka chcę jak najlepiej dla swojego dziecka. Natomiast to najlepiej nie oznacza tego, że tak musi być. Jest rok 2012 wróciłem właśnie kolejny raz ze Szkocji, znów czułem ten niesamowity smak wolności, czułem, że żyję. Długo zastanawiałem się nad dłuższym pobytem za granicą. Powiem szczerze ? Stchórzyłem tym razem. Dobrze wiem, że za parę tygodni znów będę czuł tą pustkę i brak czegoś czego tak naprawdę nie umiem określić. I wiem, że nic się nie zmieni. Choć tak wiele rzeczy sobie obiecałem. Ale nadzieja zawsze się tli ... To tyle na dziś zapewne nikt nie dotrwa do końca ale piszę to bardziej dla siebie. mimo wszystko pozdrawiam. PS: jak na razie próbuje dopracować wygląd bloga więc proszę o cierpliwość ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)